Po co startuje się w wyborach? Zwykle po to, żeby zdobyć władzę. W momencie gdy jednak po werdykcie wyborców skazanym się jest na opozycję, wówczas siedzi się w Sejmie po to, aby kontrolować rządzących i zgłaszać konstruktywne propozycje, które będą mogły zyskać apropatę większości parlamentarnej. Tak dzieje się zwykle, jednak nie w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, które z dnia na dzień odpływa coraz dalej. Tutaj opisywana zasada nie znajduje odniesienia.
Partia, która zaledwie kilkanaście dni po sformowaniu rządu zajmuje się kontestowaniem całej rzeczywistości oraz formułowaniem absurdalnych pomysłów i wniosków nie może być traktowana poważnie. Wystąpienie po expose Donalda Tuska autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, całkowicie nieodnoszące się do postulatów premiera, pomysł wprowadzenia kary śmierci krytykowany nawet przez kościół, ciągłe maglowanie tematu Smoleńska, tworzenie KOR bis przez Zofię Romaszewską, chęć postawienia przed Trybuałem Stanu Radosława Sikorskiego, pomimo że jego wypowiedź w Berlinie w żaden sposób nie nadaje się do postawienia go przed tym zacnym ciałem to były sprawy dziwne. Teraz zrobiło się jeszcze dziwniej i w dodatku mało zabawnie. Dalsze podburzanie ludzi poprzez organizowanie grudniowego "Marszu Niepodległości" to totalny absurd i oderwanie od rzeczywistości, którego konsekwencje poniesiemy wszyscy.
Partia wyprowadzająca ludzi na ulicę w momencie gdy sytuacja Polski jest dużo bardziej stabilna, aniżeli w większości krajów Europy to skrajna nieodpowiedzialność. Jarosław Kaczyński stara się wmówić rodakom - nie po raz pierwszy zresztą - że stoimy na pograniczu utraty niepodległości, a jego nadworni "bierni, mierni, ale wierni" przyboczni z Adamem Hofmanem na czele atmosferę jak na zamówienie podgrzewają. Jak widzimy od początku 7. kadencji Sejmu PiS zupełnie nie jest zainteresowane rozwiązaniami dotyczącymi chociażby walki z kryzysem gospodarczym. Nie słyszałem żadnych merytorycznych wystąpień sejmowych w tej materii. Słyszałem za to awantury o Nowicką i traktowanie rywalizacji z Solidarną Polską niczym walki w środku kampanii wyborczej.
W sumie po głębszym zastanowieniu nie ma się co dziwić, że PiS wyprowadza ludzi na ulicę. Ma od tego bowiem przecież specjalistów. Czym bowiem ma zajmować się w Sejmie Janusz Śniadek jeśli nie psychologią tłumu - talenty swoich podwładnych trzeba wykorzystywać. Wcześniej miał do dyspozycji tylko kilkanaście tysięcy zaangażowanych i wierzących mu członków "Solidarności". Dziś już zanagonizowanych z resztą społeczeństwa wyborców PiS, których jest dużo więcej.
Kontynuując wątek "Marszu Niepodległości" zastanawia mnie jak bardzo trzeba być oderwanym od rzeczywistości, aby kontestować fakt polskiej niepodległości? Pozostaje pytanie, czy Adam Hofman i Jarosław Kaczyński wezmą pod swoje skrzydła również tych, którzy organizują dzień wcześniej przemarsz pod dom Generała Jaruzelskiego. Wszak Komitet Honorowy formuje się tam równie zacny - Robert Winnicki (Młodzież Wszechpolska), Przemysław Holocher (ONR) czy Artur Zawisza (Stowarzyszenie Marsz Niepodległości) - przecież prawica musi być zjednoczona...
Pisząc już jednak całkowicie serio... wyprowadzanie narodu na ulicę to objaw skrajnej bezradności i braku pomysłu. Niestety rację mieli Ci, którzy przestrzegali, że twarze "Aniołków PiS" zastąpią stare twarze żądne władzy, bez innego pomysłu na jej zdobycie niż dzielenie Polaków.
Prezesie Kaczyński, Rzeczniku Hofman - uważajcie jednak, bo gdy za bardzo rozpędzicie się w stronę ściany o nazwie "skrajna prawica" nawet gąbka w postaci Wszechpolaków, NOP i ONR może nie okazać się wystarczającą izolacją przed bolesnym zderzeniem z prawdą.



:-)